Proszę
Miał tego wszystkiego dość. Ledwie ta durna mgła, w kolorze ciemnego fioletu zdążyła się ulotnić, ledwie zdążył pocałować Bellę, ledwo magia wróciła do miasteczka, a on już miał wszystkiego po dziurki w nosie. Tyle tylko było tego pocieszenia, że wygląd im się nie zmienił, że on nie wyglądał jak pozłacany narkoman z jakimiś falującymi dziwnie włosami, że Bella nie stała się znowu jakąś bezbronną księżniczką, czego nie znosił, a Regina nadętą, zadufaną w sobie królową w za ciasnym gorsecie.
I tylko to było pocieszeniem, bardzo marnym zresztą. A co do Reginy. Miał ochotę ją rozszarpać i dać ptakom na pożarcie albo najlepiej spalić, zmienić w ślimaka i zdeptać, cokolwiek. Więc więziła jego ukochaną przez tyle lat, a jego powiadomiła o jej śmierci... Dobrze. Przesadziła i to mocno.
Bella dogoniła go i złapała za ramię. Przystanął i odwrócił się, a gdyby wzrok mógłby zabijać...
-Tak?- wycedził przez zaciśnięte zęby.
-Nie możesz jej zabić. Nikt nie zasługuje na śmierć.- powiedziała z buntowniczą miną.
-Wszyscy zasługują na śmierć.- burknął wściekle.
Tupnęła nogą. Zwykle to go rozśmieszało, ale nie teraz, gdy był w stanie zimnej furii. Wróć, gorącej furii.
-Nikt nie zasługuje na śmierć.- rzekła.
-Wszyscy na nią zasługują.- odgryzł się.
-Nie możesz!- krzyknęła rozpaczliwie.
-Mogę. Zastanawiam się tylko nad sposobem.- uśmiechnął się wrednie.
-To niesprawiedliwe. Nie możesz jej zabić, proszę.- spróbowała jeszcze raz.
-Masz słabe argumenty, moja droga.- przyglądał się jej przez chwilę. Błysk jej niebieskich oczu uświadomił mu, że jeżeli sprzeciwi się tej kobiecie, będzie miał w domu piekło na ziemi.-Dobrze.- mruknął.-Tylko ją skaleczę.
Zostawił ją tam zdziwioną. Wzruszyła ramionami i odeszła do jego sklepu, by tam zaczekać. Wiedziała, że już nic nie wskóra w sprawie Reginy, wszystko było za bardzo zagmatwane, ci dwoje znali się prawdopodobnie od bardzo, bardzo dawna i mieli ze sobą wiele wspólnych ciemnych spraw. Tego była pewna.
Teraz pozostało mu tylko iść do domu Reginy i coś jej zrobić. Spojrzał na migocący w oddali biały budynek z drewna, typowy dom burmistrza w małym miasteczku i dostrzegł coś, co jednocześnie go ucieszyło i zdenerwowało.
Pod domem Reginy zebrał się wściekły tłum. Jeszcze im tylko pochodni i wideł brakowało. To określenie szczególnie pasowało do sytuacji, bo tłumem przewodził nie kto inny jak Frankenstein, Dr. Whale. Gold zatrzymał się i oparł obie dłonie na lasce, zakończonej zdobioną pozłacaną głową. Nic nie mógł poradzić na to, że uwielbiał złoto.
Zła Królowa łaskawie wyszła i przestraszyła swoim widokiem uczestników protestu. "Nie dziwię się...", mruknął w głowie sam do siebie, "Jak się tak wygląda...". Zainteresowało go jednak to, iż Królowa nie była w stanie rzucić najprostszego zaklęcia na poddanych. Pomyślał, że przydałaby się jej Księga Zaklęć, Cory.
Łaskawie na czoło tłumu wyłoniła się dobroduszna Śnieżka ze swoim idealnym Księciem i córeczką. Święty Henry stanął w obronie drugiej matki i wszyscy się rozeszli.
Pan Gold ruszył żwawym krokiem, a kiedy dotarł pod drzwi domu, po prostu otworzył je zaklęciem. Ach, jakie to było proste. Regina spojrzała na niego pytająco. "Zgrywaj sobie odważną, Królowo, ja i tak widzę strach w twoich oczach...", przemknęło mu przez głowę.
-Tak?- spytała, siląc się na spokój.
-Możesz mi powiedzieć, co Bella robiła w podziemiach szpitala Storybrook przez dwadzieścia osiem lat?- syknął w jej stronę.
Wzruszyła ramionami.
-Nie denerwuj mnie, dobrze ci radzę, złociutka...
-No, nie wiem. Może siedziała i nie zdawała sobie sprawy z tego kim jest?- zironizowała.
Podszedł do niej gwałtownie, a ona cofnęła się pod ścianę.
-Proszę, idź się utop.- rzekł, kładąc nacisk na słowo "proszę". To zwykle działało.
-Twoje "proszę" przestało na mnie działać.- mruknęła lekceważąco.
-Idź skoczyć z mostu, proszę.- powiedział stanowczo.
Pokręciła głową z beztroskim uśmiechem.
-Umrzyj, proszę.- warknął, obnażając zęby.
-Uspokój się, bo ci ciśnienie skoczy.- uśmiechnęła się chytrze.
Odsunął się od niej i zwęził oczy w szparki. Stał tak przez dłuższą chwilę, przyglądając się jej dumnej postawie, złośliwym uśmieszku na pełnych ustach, błysku w brązowych oczach. Potem odwzajemnił drwiący uśmiech.
-Taka z ciebie królowa, to może zaszczycisz mnie jakimś morderczym zaklęciem, kochaniutka?
Zbladła i przeszyła go spojrzeniem.
-Nienawidzę cię.- syknęła.
-Jeszcze cię wykończę.- odgryzł się błyskawicznie.
-Dziękuję za tę cenną informację.- burknęła, zakładając ręce na klatce piersiowej, w oskarżycielskim geście.
-Proszę.- odparł z jadowitym uśmiechem i wyszedł.
__________________________________________________________
Masakryczny absurd i masakryczna niepoczytalność umysłowa xDD Przepraszam za moją zrytą psychikę ;D
__________________________________________________________
Masakryczny absurd i masakryczna niepoczytalność umysłowa xDD Przepraszam za moją zrytą psychikę ;D

"Tyle tylko było tego pocieszenia, że wygląd im się nie zmienił, że on nie wyglądał jak pozłacany narkoman z jakimiś falującymi dziwnie włosami, że Bella nie stała się znowu jakąś bezbronną księżniczką,(...) a Regina nadętą, zadufaną w sobie królową w za ciasnym gorsecie." - kocham <3 i w ogóle ta perspektywa Golda:
OdpowiedzUsuń"Pod domem Reginy zebrał się wściekły tłum. Jeszcze im tylko pochodni i wideł brakowało. To określenie szczególnie pasowało do sytuacji, bo tłumem przewodził nie kto inny jak Frankenstein, Dr. Whale. (...) Łaskawie na czoło tłumu wyłoniła się dobroduszna Śnieżka ze swoim idealnym Księciem i córeczką. Święty Henry stanął w obronie drugiej matki i wszyscy się rozeszli." - wybacz, że całe zdania cytuję, ale no nie mogę inaczej ;)
Mówiłam, że pisałam to pod wpływem silnej niepoczytalności umysłowej :D
OdpowiedzUsuń